sobota, 25 października 2014

Bawisz się w detektywa? #2

*Oczami Violetty*
Leon tak jakby posmutniał. Trochę było mi głupio, uraziłam go. Przykro mi że tak jest, ale nie mogę tego zmienić - on też nie.
- Tak wiem, ale chociaż będziemy przyjaciółmi, prawda? - Spytał.
- No jasne. - Odpowiedziałam zdziwiona pytaniem które mi zadał. 
- Wiesz, musimy się umówić na tą próbę, wiesz, projekt. - Powiedział, był już w innym nastroju.
- Wiesz co, możemy się umówić jutro? Trochę jestem zmęczona. - Spytałam. Tak naprawdę to nie miałam ochoty na próbę.
- Jasne. - Odpowiedział. Potem pocałowałam go w policzek. On się dziwnie spojrzał, a ja zaczerwieniłam się.
- To tak po przyjacielsku. - Wyjaśniłam i poszłam do domu.
*Oczami Ludmiły*
-Diego! Uważaj z tą kamerą! Tylko pamiętaj, lewy profil mam ładniejszy! - Pouczałam go. Ja razem z Diego kręcimy własnego LuVloga. Wiecie, taki kanał lub stronka na której dodaje filmiki. Muszę jakoś zabłysnąć, co nie?
- Dobrze, dobrze Lu. - Odpowiedział mi.
- Zaczynaj! - Dodał po chwili.
- "Witajcie moi fani! To ja - wasza Supernova - Ludmiła!" - Zaczęłam, Diego wybuchł śmiechem, a ja spojrzałam na niego z wściekłością.
- Przestań! - Nakrzyczałam na niego. - Teraz muszę zacząć od początku!
- "Witajcie moi fani! To ja - wasza Supernova - Ludmiła! Dzisiaj pokaże wam jak śpiewam piosenkę "Destinada a Brillar". - Zaczęłam śpiewać. 
- "Dobra, komentujcie, lajkujcie i udostępniajcie moje wszystkie filmiki! Zależy mi na waszej ocenie. Chociaż i tak wiem, że się wam podobało! Całuski!" - Skończyłam przemawiać a Diego zakończył filmik. Od razu potem zaczął się śmiać jak opętany. Podeszłam do niego i lekko kopnęłam go w nogę.
- Co cię tak bawi?
- Nic. - Teraz już tylko lekko się uśmiechał.
- To dobrze, weź to jakoś zmontuj i wstaw do internetu. Tylko nie zapomnij! - Poprawiłam mu włosy i wyszłam z sali.

*Oczami Francesci*
Okazało się, że mamy zrobić projekt. Jestem z Federico, musimy ciężko pracować. Wyszłam z sali, skończyłam zajęcia. Leon stał na korytarzu, dziwnie się uśmiechał i oglądał coś w telefonie. 
- A co szanowny pan ogląda? -Podeszłam do niego i chwyciłam telefon. Jednak w telefonie szybko zmienił się obraz. Leon natychmiast zmienił zdjęcie. Nie wiem co oglądał, ale na pewno coś ukrywa. 
- O co chodzi? - Spytałam.
- Co? Nic. Ja tylko przeglądam zdjęcia, muszę usunąć parę, bo jutro jadę do... eee...
- Do? - Zaczął się tłumaczyć, ale wiedziałam że kłamie.
- Do ciotki. Malowniczy krajobraz, mówię ci. - Jego oczy zaczęły wirować. Raz patrzał w dół, w górę, w lewo, w prawo, robił wszystko by uniknąć mojego spojrzenia. 
- Załóżmy, że ci wierzę. A co cię tak bawiło jak przeglądałeś te zdjęcia?
- Ugh, Fran, ty masz dziwne podejrzenia, bawisz się w detektywa? - Zaśmiał się. - Muszę iść. Kocham cię. - pocałował mnie w czoło i poszedł. Po prostu poszedł.
*Oczami Leona*
Głupio mi. Okłamuje Fran, i na dodatek nie mogę żyć bez Violi. Oglądałem jej zdjęcia. Nasze zdjęcia. Nie wiem co to będzie. Kiedy ona jest obok mnie, serce bije mi szybciej, jak kiedyś. Ale, ona jest z Marco. Przecież "to już nie wróci". Wyszedłem ze studia i poszedłem do parku. Zobaczyłem Violettę, rozmawiała przez telefon. Udawała, że mnie nie widzi, choć dobrze wiedziałem że jest inaczej. Powoli zacząłem się do niej zbliżać. 
- Leon, ja wiem, że... - Nie wytrzymałem. Jej głos... Lekko położyłem palec na jej ustach. Ona zdezorientowana spojrzała na mnie, a ja ją pocałowałem. Dziwne, że nie protestowała. Zarumieniła się tylko.
- Leon, co ty sobie wyobrażasz? - Wbiłem wzrok w ziemię, ale w duchu krzyczałem ze szczęścia.
- Przepraszam. - Tym słowem ją pożegnałem. Ona patrzała jak odchodzę, czułem, że zaraz przybiegnie zrobić awanturę, lecz się myliłem. Stała i patrzała jak idę. Szedłem przed siebie, nie wiedząc gdzie idę. Dziwne, że nie wiedziałem, znam to miasto jak własną kieszeń. Po paru minutach trafiłem do celu. Zatrzymałem się w miejscu, którego kompletnie nie znam, choć miałem wrażenie, że byłem tam, i to nie raz. Drzewa, kwiaty, strumyk, i ławeczka. Usiadłem na ławce i pomyślałem o Francesce. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jestem świnią. Może i zakochaną świnią, ale to nadal świnia. Dobrze, że Fran nie widziała tego zdarzenia z Violettą w parku. I tak będę musiał powiedzieć jej prawdę, że nie mogę zapomnieć o Vilu.
*Oczami Marco*
Błąkałem się bez celu po mieście. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Jednym słowem, nudziło mi się.
Miałem w planach spotkać się z Violettą lub z chłopakami, ale jednak stwierdziłem, że o tej porze mają co innego do roboty i po prostu wybiorę się na spacer. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Violettę, zmartwioną siedzącą na trawie.

- Co się stało skarbie? - Usiadłem koło niej i objąłem ją. Ona bez słowa wtuliła się we mnie. Przytuliłem ją. Byłem zmartwiony, nie lubię kiedy jest smutna. Dopytywałem się o co chodzi, ona milczała. Po paru próbach stwierdziłem, że tak nic nie zdziałam. Miałem pomysł.
Podemos pintar colores al alma, Podemos gritar iee eé... 
Podemos volar sin tener alas, Ser la letra en mi canción. - Viola dołączyła się.
Y tallarme en tu voz.

Przytuliłem ją. Siedzieliśmy razem tak długo, aż zrobiło się ciemno. Kocham ją, i nie pozwolę, żeby była smutna.
_________________________________________________________________________________
Kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się podoba :3